Nietypowe stany posiadania

Sztuka, która oddycha miastem: Tindaro i odwaga wystawiania

Są dzieła, które w zamkniętych salach galerii wydają się uwięzione. Igor Mitoraj, mistrz „piękna niedoskonałego”, tworzył obiekty najlepiej czujące się w dialogu z architekturą i przechodniem. Kiedy patrzymy na „Tindaro” – ogromne, wykonane z brązu oblicze o pustych oczodołach i przewiązanych ustach – czujemy ciężar antyku wrzuconego w sam środek nowoczesnej metropolii.

Wystawienie dzieła wartego miliony złotych w otwartej przestrzeni Warszawy to akt artystycznej odwagi. Z punktu widzenia właściciela i kuratora to przede wszystkim gigantyczne wyzwanie logistyczne i operacyjne.

Między mitem a betonem

„Tindaro” to postać z mitologii, ojciec Heleny Trojańskiej, u Mitoraja sprowadzony do formy kolosalnego fragmentu. Ta rzeźba ma w sobie coś z Warszawy – jest potężna, naznaczona pęknięciami, a jednocześnie niewzruszona. Postawienie blisko trzymetrowego kolosa na Placu Defilad, w miejscu, przez które każdego dnia przewalają się tysiące ludzi, wywołuje u standardowego ubezpieczyciela dreszcz przerażenia. W przestrzeni publicznej wszystko może się zdarzyć – deszcz, zmienne temperatury, gołębie, a przede wszystkim my, ludzie, którzy chcemy dotknąć chłodnego brązu i poczuć skalę. Sztuka, która oddycha miastem, musi być odporna na to, co nieprzewidywalne.

Jest w tym paradoks, który lubimy podkreślać rozmawiając z właścicielami takich dzieł: rzeźba wystawiona na zewnątrz jest statystycznie bardziej narażona na drobne uszkodzenia, ale często mniej narażona na to, co w świecie sztuki bywa najgorsze – na zapomnienie. Dzieło zamknięte w prywatnej kolekcji, choćby najbezpieczniejsze, z czasem traci część swojej wartości kulturowej, bo przestaje istnieć w świadomości odbiorców. „Tindaro” na Placu Defilad zyskuje więc coś, czego nie da się wycenić w polisie – obecność w codziennym życiu miasta, która z czasem staje się częścią jego własnej historii, a niekiedy i wartości rynkowej.

Ubezpieczenie jako niewidzialny cokół

Zwykle myślimy o ubezpieczeniu jak o siatce bezpieczeństwa na wypadek katastrofy. W MGZ Gama patrzymy na to inaczej – dla nas odpowiednia polisa to narzędzie wolności. To właśnie dzięki precyzyjnie skonstruowanej ochronie „Tindaro” mógł opuścić bezpieczne magazyny i stanąć na placu centralnym. Bez ubezpieczenia akceptującego ryzyko ekspozycji zewnętrznej takie dzieła byłyby skazane na wieczne odosobnienie. Naszą rolą było stworzenie niewidzialnego pancerza, który pozwolił rzeźbie stać się częścią Warszawy, nie obciążając właściciela paraliżującym strachem o jej bezpieczeństwo.

Przeniesienie „Tindaro” nie było zwykłą przeprowadzką – to operacja wymagająca precyzji chirurga i siły dźwigu przemysłowego. System ochrony „od ściany do ściany”, a w tym przypadku od cokołu do cokołu, musiał obejmować każdy centymetr trasy. Każdy wstrząs na drodze, każda lina mocująca to moment, w którym ubezpieczyciel musi być obecny merytorycznie – rozumiejąc, że nie przewozi złomu, tylko kruchą, mimo wagi, historię sztuki.

Dziś Tindaro patrzy na warszawiaków, a oni na niego. Sztuka nie jest po to, by ją chować.

KONTAKT

Zabezpiecz to, co naprawdę ma wartość

Skontaktuj się z nami, a przygotujemy dla Ciebie dopasowaną ofertę ubezpieczenia, opartą na najwyższych standardach i wieloletnim doświadczeniu.

WYPEŁNIJ FORMULARZ

Wysyłając wiadomość potwierdzam, że zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z Polityką prywatności i Cookies.