Nietypowe stany posiadania

Ruchomości domowe rosną w cenie. Polisa mieszkaniowa – nie.

Jest taki moment, w którym dom przestaje być zbiorem rzeczy, a zaczyna być majątkiem. Rzadko ktoś go zauważa. Nie ma daty ani faktury, nikt nie robi wyceny. Po prostu któregoś dnia zegarek noszony od dwudziestu lat kosztuje na rynku wtórnym tyle, co samochód, obraz kupiony u znajomego malarza wisi w katalogu domu aukcyjnego, a butelki odkładane „na później” w piwnicy mają swoją cenę na giełdzie whisky. W języku ubezpieczeń to wszystko nadal nazywa się tak samo: ruchomości domowe. I ubezpieczone jest tak, jak dziesięć lat temu.

Ruchomości domowe – co ubezpieczyciel widzi, a czego nie

Ruchomości domowe w polisie mieszkaniowej to jedna kategoria i jedna suma. Kanapa, lodówka, laptop, rowery dzieci – ale też pierścionek zaręczynowy, kolekcja map, gitara z lat sześćdziesiątych. Suma ubezpieczenia ruchomości jest zwykle ustalana raz, przy pierwszej polisie, metodą „ile mniej więcej jest tego wszystkiego warte”. Potem umowa odnawia się co roku, czasem z indeksacją o wskaźnik inflacji, częściej bez.

W tej jednej sumie ubezpieczyciel wydziela podlimity. W typowych OWU biżuteria, zegarki i przedmioty wartościowe mieszczą się w 20–40% sumy ubezpieczenia ruchomości, nierzadko dodatkowo obciętych kwotą – kilkadziesiąt tysięcy złotych na wszystko razem. Nie na konkretny przedmiot. Na wszystko razem. Do tego dochodzi sposób liczenia szkody: rzecz odtwarza się zakupem innej „o podobnych parametrach”, co dla nowej lodówki działa świetnie, a dla zegarka z limitowanej serii albo pióra z edycji, której już nie ma, oznacza cenę czegoś, co nim nie jest.

To jest ustawienie fabryczne polisy mieszkaniowej i nie ma w nim nic złego, dopóki dom rzeczywiście jest zbiorem lodówek i rowerów. Problem zaczyna się, kiedy przestaje nim być. Naszym zdaniem dom przestaje być takim zbiorem stopniowo i niejako po cichu.

Jak rzeczy rosną, a suma stoi w miejscu

Mechanizmów jest kilka i zwykle działają jednocześnie.

Najprostszy to rynek wtórny. Zegarki mechaniczne wybranych marek przez ostatnie kilkanaście lat wielokrotnie przebiły cenę zakupu; Chrono24 i Bloomberg Subdial Watch Index pokazują to bez emocji, kwartał po kwartale. Właściciel pamięta, ile zapłacił w salonie, i według tej liczby myśli o ubezpieczeniu. Rynek już dawno myśli inaczej.

Drugi mechanizm, to dziedziczenie. Srebra po babci, obraz po dziadku, komplet biżuterii, który przeszedł przez trzy pokolenia. Nigdy nie miały ceny, więc nigdy też nie trafiły do żadnej sumy ubezpieczenia – a jednocześnie należą do rzeczy, których nie da się kupić ponownie. W rozmowach z klientami słyszymy często to samo zdanie: „to nie jest majątek, to pamiątka”. Dla ubezpieczyciela mieszkania też nie jest majątkiem. Dopóki nie zniknie.

Trzeci to zwykły upływ czasu wokół przedmiotów, które nikomu nie kojarzą się z inwestycją. Zestawy LEGO w nieotwartych pudełkach, karty kolekcjonerskie, winyle pierwszego tłoczenia, whisky z zamkniętych destylarni, sneakersy z limitowanych dropów. Każda z tych kategorii ma dziś płynny rynek i może mieć nawet swoje notowania. Rzadko kto jednak sumuje, ile takich rzeczy zgromadził przez piętnaście lat – i prawie nigdy nie wpisuje ich do polisy.

Czwarty mechanizm to inflacja, najmniej spektakularny ale też najbardziej przewidywalny czynnik. Suma ubezpieczenia ruchomości ustalona kilka lat temu jest dziś realnie o kilkadziesiąt procent niższa, nawet jeśli w domu nie przybyło nic. Jeśli przybyło – nożyce rozwierają się z obu stron.

Niedoubezpieczenie, czyli szkoda liczona dwa razy

Efekt tych mechanizmów ma nazwę: niedoubezpieczenie. Suma ubezpieczenia jest niższa od rzeczywistej wartości mienia. Na co dzień nie boli. Boli po szkodzie, i to w dwóch krokach.

Krok pierwszy: podlimit. Weźmy pod rozwaę hipotetyczny dom z ruchomościami ubezpieczonymi na 200 000 zł i podlimitem na przedmioty wartościowe rzędu 25%, czyli 50 000 zł. Zegarek noszony od lat, wart dziś około 60 000 zł, pierścionek za 30 000 zł, dwa obrazy po 40 000 zł. Razem – 170 000 zł w rzeczach, które po włamaniu znikają w pierwszej kolejności. Wypłata: maksymalnie 50 000 zł, pod warunkiem, że wszystko było przechowywane zgodnie z OWU i na każdy przedmiot jest dokument.

Krok drugi, mniej znany: w części OWU działa zasada proporcji. Jeśli suma ubezpieczenia jest niższa od wartości mienia, odszkodowanie – także za rzeczy zwyczajne, kanapę i telewizor – może zostać obniżone w takim stosunku, w jakim suma ma się do wartości. Ubezpieczony na połowę wartości dostaje połowę szkody. Nie wszystkie polisy mieszkaniowe mają tę klauzulę, ale te, które ją mają, stosują ją bez pytania.

To w tym miejscu klient dowiaduje się, że „miał ubezpieczone mieszkanie na 300 tysięcy” i że to nie jest to samo, co mieć ubezpieczone rzeczy, które w tym mieszkaniu były.

Co robimy inaczej

Od blisko dwudziestu lat, jako Lloyd’s Coverholder, ubezpieczamy w MGZ Gama dokładnie tę część domu, której polisa mieszkaniowa nie widzi. Nie zastępujemy ubezpieczenia mieszkania – działamy obok niego i przejmujemy to, co wystaje ponad podlimity.

Różnica zaczyna się od wartości. Ustalamy ją przed podpisaniem polisy, nie po szkodzie: wycena, faktura, dokumentacja rynkowa, wynik aukcji. Tak ustalona Wartość Uzgodniona trafia do umowy i to ją wypłacamy. Nie ma sporu o to, ile obraz „był wart”, bo obie strony podpisały się pod tą liczbą, kiedy jeszcze wisiał na ścianie.

Zakres jest All Risks – ochrona od wszystkiego, co nie zostało wprost wyłączone, a nie od listy nazwanych zdarzeń. Upuszczenie, zalanie, uszkodzenie w transporcie, szkoda na wakacjach. Zegarek jest ubezpieczony na nadgarstku w Lizbonie tak samo jak w sejfie w Warszawie; obraz wypożyczony na wystawę jedzie z ochroną nail-to-nail, od gwoździa do gwoździa.

I są klauzule, których polisa mieszkaniowa po prostu nie ma: pair-and-set, kiedy utrata jednego kolczyka to utrata wartości pary; spadek wartości po naprawie; ochrona opakowania i certyfikatu tam, gdzie od nich zależy cena kolekcjonerska. Wszystko ustalamy razem z klientem, przedmiot po przedmiocie, zamiast odczytywać z tabeli.

Prosty rachunek na początek

Nie trzeba od razu rzeczoznawcy. Wystarczy przejść się po domu z jednym pytaniem: gdyby tej rzeczy jutro nie było, ile kosztowałoby jej odkupienie – dziś, nie wtedy kiedy weszliśmy w jej posiadanie? Zegarek, biżuteria, obrazy, instrument, to, co w piwnicy, to, co na strychu w pudełkach. Wynik zestawiony z podlimitem w polisie mieszkaniowej zwykle mówi wszystko.

Jeśli ta różnica jest większa, niż się spodziewałeś, to dobry moment na rozmowę. Przygotowujemy ofertę na podstawie listy przedmiotów i tego, co już masz w dokumentach; jeśli czegoś brakuje, powiemy, co i u kogo warto wycenić. Szczegóły tego, jak polisa dedykowana współpracuje z polisą mieszkaniową, opisaliśmy w przewodniku po wartościowych ruchomościach domowych.

Zadzwoń: +48 22 723 0 777 · Napisz: mg@mgzgama.pl

Ubezpieczamy to, co kochasz.

KONTAKT

Zabezpiecz to, co naprawdę ma wartość

Skontaktuj się z nami, a przygotujemy dla Ciebie dopasowaną ofertę ubezpieczenia, opartą na najwyższych standardach i wieloletnim doświadczeniu.

WYPEŁNIJ FORMULARZ

Zgoda newsletter

Wysyłając wiadomość potwierdzam, że zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z Polityką prywatności i Cookies.