Nietypowe stany posiadania

Rolex na celowniku. O kradzieżach luksusowych zegarków w Europie i w Polsce

Przez lata mówiliśmy klientom, że najlepsze zegarki to te, które się nosi. Ostatnio coraz częściej zastanawiamy się, czy nie powinniśmy dodawać do tego zdania pewnego zastrzeżenia.

Branża luksusowych zegarków ma swój specyficzny problem: im bardziej coś jest pożądane, tym bardziej staje się celem. I nie mówimy tu o abstrakcyjnym ryzyku — mówimy o liczbach, które w 2025 roku zrobiły się naprawdę nieprzyjemne.

Europa: skala, która robi wrażenie

Łączna wartość zegarków zgłoszonych jako skradzione lub zaginione w globalnych bazach danych (m.in. The Watch Register) przekroczyła w tym roku 1,7 miliarda funtów. To nie jest problem jednostkowy. To zorganizowany proceder, który ma swoje centra, swoje szlaki i swoją logikę.

W Europie prym wiodą Niemcy — ponad 4 300 incydentów rocznie — i Francja z wynikiem ok. 4 100. Lazurowe Wybrzeże, Paryż, zwłaszcza okolice Pól Elizejskich. W Nicei liczba kradzieży wzrosła w ostatnich latach o 600%, co brzmi abstrakcyjnie, dopóki nie zaczyna się rozmawiać z klientami, którzy tam bywają.

Londyn, choć poza UE, jest dziś chyba najbardziej jaskrawym przykładem tego, jak bardzo sytuacja się zaostrzyła. Cztery zgłoszenia dziennie, co piąte z użyciem przemocy. Metoda na moped — podjechać, zerwać, odjechać — stała się tam niemal standardem.

Hiszpania wygląda spokojniej statystykami (ok. 1 450 kradzieży), ale Barcelona i Madryt to wciąż wysokie ryzyko. W ubiegłym roku ofiarą padł Iker Casillas — były kapitan reprezentacji. Tego rodzaju przypadki dobrze pokazują, że statusu ofiary nie da się przewidzieć.

A Polska?

Na tle Europy Zachodniej wypadamy spokojnie — i to prawda, przynajmniej na razie. Ale rozmawiając z brokerami i agentami obsługującymi zamożnych klientów, widzimy, że świadomość ryzyka wciąż jest dużo niższa niż powinna.

Nasz rynek dóbr luksusowych w 2024 roku był wyceniany na ponad 55 mld zł, z czego same zegarki to blisko 310 mln zł. Ten rynek rośnie — i złodzieje to zauważają. W Polsce rzadziej mamy do czynienia z napadami ulicznymi, za to częściej z kradzieżami podczas transakcji na rynku wtórnym, z mieszkań i podczas wyjazdów zagranicznych. Pojawia się też rola Polski jako kraju tranzytowego dla skradzionych przedmiotów płynących na Wschód.

To nie jest czarnowidztwo — to po prostu coś, o czym warto wiedzieć, zanim trafi się do statystyki.

Co kradną i dlaczego akurat to

Rolex odpowiada za 51% wszystkich zgłoszonych kradzieży. Submariner, Daytona, GMT-Master II — płynne, rozpoznawalne, łatwe do wyceny. Na czarnym rynku wychodzi 30–50% wartości, co dla złodzieja jest wystarczająco atrakcyjne. Tuż za Rolexem plasuje się Cartier, który zanotował wyraźny wzrost zainteresowania ze strony przestępców, a dalej Omega, Patek Philippe i Audemars Piguet.

Co można z tym zrobić

Nie piszemy tego, żeby straszyć — piszemy, bo w codziennej pracy widzimy, że kilka prostych rzeczy realnie zmniejsza ryzyko i potencjalne straty.

Po pierwsze, dokumentacja. Zdjęcia, faktury, numery seryjne. Zegarek z udokumentowaną historią to zegarek, który można odzyskać lub przynajmniej skutecznie zgłosić. Warto rozważyć rejestrację w bazach takich jak The Watch Register czy Enquirus — to sprawia, że każdy profesjonalny handlarz przy zakupie trafi na czerwoną flagę.

Po drugie, weryfikacja przy zakupie z drugiej ręki. Jeśli kupisz skradziony zegarek — nawet nieświadomie — możesz go stracić bez odszkodowania, gdy trafi do serwisu producenta. Sprawdzenie numeru seryjnego to kwadrans i może zaoszczędzić bardzo dużo kłopotu.

Po trzecie, ubezpieczenie. Standardowa polisa mieszkaniowa zazwyczaj albo nie obejmuje zegarka poza domem, albo ma limity, które nie przystają do rzeczywistości. Polisa „all risks” chroni zegarek niezależnie od tego, gdzie się jest — na co dzień, w podróży, podczas wystawy. To coś, co warto omówić z brokerem, zwłaszcza gdy klient nosi na nadgarstku kilkadziesiąt tysięcy złotych.

I wreszcie — dyskrecja, choć wiemy, że to rada, której nikt nie lubi słyszeć. Część klientów, z którymi rozmawiamy, stosuje ją już naturalnie podczas wyjazdów do Londynu czy Paryża. Daytona zostaje w sejfie, na rękę idzie coś mniej rzucającego się w oczy. Smutne? Może. Ale skuteczne.

Kolekcjonowanie ma sens wtedy, gdy sprawia przyjemność — a nie gdy generuje stały poziom niepokoju. Jeśli macie pytania dotyczące ubezpieczenia zegarków lub innych przedmiotów z kolekcji, piszcie do nas — chętnie porozmawiamy, zarówno z klientami, jak i z brokerami, którzy chcą lepiej obsługiwać ten temat.

KONTAKT

Zabezpiecz to, co naprawdę ma wartość

Skontaktuj się z nami, a przygotujemy dla Ciebie dopasowaną ofertę ubezpieczenia, opartą na najwyższych standardach i wieloletnim doświadczeniu.

WYPEŁNIJ FORMULARZ

Wysyłając wiadomość potwierdzam, że zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych zgodnie z Polityką prywatności i Cookies.